disappearing
krótka historia znikania
Gdańsk zaczął znikać. Kiedy się wyprowadziłem, a było to lat temu z dwadzieścia, był jeszcze całkiem realny, jako miejsce, jako miasto, w którym byłem mentalnie zakotwiczony. Zaczął znikać dopiero niedawno, moje wspomnienia zaczęły blednąć i nie mogłem sobie przypomnieć zapachu słonego wiatru.
Moja siostra zmarła dwa lata temu, po długiej, neurochirurgicznej operacji usunięcia oponiaka. Asia była moim szpiegiem nad morzem, moim odbiciem, choć byliśmy diametralnie różni.
Gdańsk moich wspomnień, mój były dom, to rozgrzany piasek, bułki z serem i pomidorem. To huczące morze słyszane z okna, ulewa w której biegłem na Zaspę słuchając Dni Wiatru Ścianki. To popisana przeze mnie wierszami Świetlickiego ławka w liceum, to baza w piwnicy z pochowanymi świerszczykami pod siedzeniem fotela.
Zamykam oczy, żeby przypomnieć sobie więcej, ale nagle przypomina mi się pogrzeb, buty brudne od błota, a potem ten nieukojony gniew, skowyt pełen płaczu.
Zdaje mi się, że słyszą morze. Śpiewające. Ryk. A to krew.
Słona woda czasem wchodzi do uszu. Cóż, to także morze. Wysepki molekuł.
James Joyce, Ulisses
Mama zadzwoniła gdy już spałem. Płakała, a ja już wiedziałem. Potem były dni, w których wszystko było czarne. Nie mogłem jeść, nie mogłem wstać. Wszystkiego się bałem i byłem bliski szaleństwa przez koszmarny ból głowy.
Za ścianą sąsiadka ćwiczyła grę na pianinie. Wciąż i wciąż powtarzała te same nuty, ten sam fragment utworu. To był bardzo znany utwór, ale nie byłem w stanie przypomnieć sobie skąd go znam. Najważniejsze było jednak to, że granie sąsiadki niezwykle mi pomagało. Gdy tylko słyszałem dźwięki klawiszy, natychmiast podnosiłem się do pionu i próbowałem wstać, skorzystać z toalety, umyć zęby.
Utwór nagrałem na dyktafon i resztką sił umówiłem się do psychiatry. Po jakimś czasie zacząłem wychodzić, wróciłem do pracy. A fragment, który nagrałem puściłem Piotrkowi.
- Przecież to z Amelii - powiedział
Dwie tabletki rano, dwie wieczorem. Takie zwykłe, na szajbę. Potem zacząłem jeździć pociągami do rodziców, żeby nie zwariowali z samotności i tęsknoty, i żeby się wzajemnie nie pozabijali. Zacząłem znowu śnić długie sny. Zasypiałem szybko, budziłem się późno. A sny? Były piękne i żywe, jednak wszystkie szybko zapominałem.
Gdańsk zaczął znikać. Dokładnie jak fotografie na starych odbitkach. Przestałem dzwonić, coś we mnie umarło. Nie umiałem się pożegnać, ani z siostrą, ani z tym co zaczęło mi blaknąć. Poszedłem i skorzystałem z Telefonu na wietrze. Podniosłem słuchawkę od niepodłączonego do niczego telefonu i zacząłem płakać. I gadać. I żegnać się z moją siostrą.
Spoglądałem na siebie, jak bardzo nie byłem już tamtym chłopcem, chociaż dziury w dojazdówce do bloku pozostawały w tym samym miejscu. Zniknęły piaskownice, ale murek na którym przesiadywaliśmy przetrwał. Kilka lat po tym, na tym samym murku dzieciaki z Broniewskiego ćpały helupę, ale mnie już tam nie było. Uciekłem niczym Toto w Cinema Paradiso.
Poziom morza się podnosił, znikały nie tylko moje wspomnienia, znikały również drzewa, po tym jak nielegalni bursztyniarze wpompowywali wodę pod ziemię.
Pan Janusz wstawał rano i przy pierwszym mrozie podłączał wąż do piwnicy. Następnego dnia lodowisko było gotowe. Plac był centralnym miejscem zabawy, zimą i latem. Latem były krzyki sąsiadów, żeby nie grać po 22 w kosza. Za dnia Korek stawiał na parapecie magnetofon i puszczał techno. Czasem policja sukami wjeżdżała na plac i robiła nalot na uciekinierów z bitwy na wiadukcie. A czasem po prostu jeździliśmy na rowerach bawiąc się w taksówki.
Znikam z miejsca mojego dzieciństwa. Nieuchronnie zbliża się czterdziestka, pamięć jest wybredna, lubi silne wspomnienia. Staram się pielęgnować te zwykłe, jak te u góry. Jednak te, które powodują lęk są silniejsze. Sprawdzam kurki od gazu przed pójściem spać, bo Foka zostawił bigos na patelni i pojechał po mamę do pracy. Strażacy wybili szybę i wpompowali wodę aż po sufit.
Albo kiedy złapali mnie i moich dwóch kolegów starsze łebki i trzymali nas kilka godzin przy akademiku. Kazali jeść gówno, grozili nożem, a mój kolega zsikał się w majtki. Gdy spotkałem jednego z oprawców kilkanaście lat później, nie mogłem się ruszyć.
Albo kiedy szedłem na plażę i nie mogłem przejść przez Krasickiego, bo jechał konwój na Bałkany, a wieczorem, w wiadomościach podawali informacje na temat walk w Bośni. Miloševic, Karadžić i kolejne lęki. Czy w Polsce będzie wojna? W snach strzelałem z zapałek do przelatujących nad moim osiedlem samolotów.
Ostatnio mój dziewięcioletni syn, Tymek, pokazał mi książeczkę, nad którą pracuje z kolegą w szkole. Piszą i ilustrują ją po lekcjach, nazywa się Trzecia Wojna Światowa. Dużo w niej bomb, myśliwców i podpalonych domów.
Znikam.
Ostatnio w notesie zapisałem słowo ‘repetitions’, a pod nim ‘fear’. Gdzieś już kiedyś to wszystko przeżyliśmy, eony temu, straciliśmy bliskich, ugotowaliśmy planetę. A potem sami zniknęliśmy, ashes to ashes. Jesteśmy jak wyrwana z albumu fotografia.
Ten projekt fotograficzny nigdzie nie został wydany. Jeśli chciałbyś go wydać w wersji papierowej, lub online, napisz na: jacckowski@gmail.com










































Wiem że to zabrzmi obrzydliwie banalnie, ale piękny tekst. Piękny gorzki i bardzo ludzki
Nostalgia i smutek. Gdańsk jest nie tylko miejscem, ale niemal postacią. Piękna mieszanka rzeczywistości i wspomnień.